• Wpisów:149
  • Średnio co: 12 dni
  • Ostatni wpis:1 rok temu, 11:48
  • Licznik odwiedzin:10 042 / 1830 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Zyje i mam się nieźle (?) takie dostaje komunikaty od otoczenia przynajmniej Nie powinno to już nikogo dziwić,kto zna mnie osobiście, że na pytanie "jak tam u Ciebie?" nigdy nie pada odpowiedz "super/dobrze" taka moja neurotyczna natura, ale pracuje nad tym. Nad tym ,żeby być mniej wredną tez, bo również dostaje komunikaty zwrotne ,ze przesadzam często
A tak ogólnie to stagnacja trochę, robię wszystko żeby nie wychodzić ze swojej strefy komfortu, na dobre mi to nie wychodzi. Ale robię dobrą minę do zlej gry. Taki lekki chaos (jak ten wpis ) nad którym w miarę panuje.
Wczorajszy rajd po galerii handlowej uzmysłowił mi ,ze pora pomyśleć o prezentach. Aczkolwiek nie jestem zwolenniczką wieszania ozdób świątecznych już w listopadzie, bo do połowy grudnia blednie ta cała atmosfera i powszednieje ale mam cel, zrobię w końcu pierniczki! A motywuje się już trzeci rok
Będę nudna i monotematyczna-magisterka czeka, to ostatni rok, uczelnia robi jakieś dziwne akcje, lepiej nie przedłużać,ale tylko czeka,szukam motywacji , jak do wszystkiego, cała ja

 

 
Ostatnio towarzyszy mi głównie stres i zmęczenie. Rozstanie swoja drogą, bo pozbierałam się szybko, była to słuszna decyzja, żałuje ze tak późno ją podjęłam nawet... ale człowiek mądry po szkodzie...
Konsekwencje są takie, ze po tym wszystkim zastanawiam się intensywnie co dalej z tym życiem. Niestety na myśleniu sie kończy, nie umiem podjąć konkretnych działań, miotam sie i gubię.
Najwyzsza pora napisac tego magistra, zmienić prace, wziąć sie poważnie za angielski, bo znowu zycie ucieka mi przez palce... a ja co , ja wrocilam do randkowania z ktorego nic nie wynika, chce zapchac sobie czas i nie mysles o powaznych rzeczach, ciagle uciekam, mysle ze rozwiazanie samo przyjdzie. Byl nawet taki jeden ,ze juz myslalam ,ze to moze byc to, snulam plany w swojej glowie, ale cos nie poszlo na pierwszym spotkaniu i znowu zaczely sie rozkminy, co ze mna nie tak, co moglam zrobic inaczej, lepiej... normalni ludzie nie przezywaja tak bardzo takich rzeczy, ale kto mowil ,ze jestem normalna.
Patrza na to co sie ze mna dzieje w tym czasie, widze ze nadal nie jestem gotowa na zwiazek, na bycie z kims, ale udaje ze nie widzę problemu. A wiecie co mnie tak naprawdę w tym wszystkim dobija ?! To,ze mam juz az 25 lat...
Tak patrze na swoj opis tutaj "staram sie zmieniac swoje zycie na lepsze" największe oszustwo, ja sie w ogole nie staram ostatnio...





 

 
Witam ponownie w świecie singli!
Jeśli ktokolwiek czytał to, co wypisywałam wcześniej na temat tego jak wychodziły mi różne relacje, to będzie zaskoczony, że nie rozpaczam jak wariatka. Sama jestem w wielkim szoku jak to znoszę. Jest mi smutno, ale staram się nie myśleć, wypieram to wszystko skutecznie. Rozwiązania są dwa,albo byłam już o wiele wcześniej świadoma co się dzieje miedzy nami(a raczej co się nie dzieje,czyli jak wiele brakuje) albo po prostu trochę dojrzałam. Myślę, że dwa w jednym. Byłam tak zaślepiona chęcią bycia z kimś, że próbowałam jakoś to posklejać, wierzyć że się jednak może udać, ale jak wiadomo do tanga trzeba dwojga, ten drugi trochę za bardzo był bierny i tańczyć nie lubił zupełnie.
Szkoda mi go i szkoda mi siebie, bo oboje raczej nie dojrzeliśmy do zdrowej, dojrzalej relacji. On miał za sobą za dużo nieudanych doświadczeń, ja z kolei za mało jakichkolwiek. Oto efekt.
Nie powiem, że nie żałuje niczego co mnie z nim spotkało, bo tak nie jest. Ale to również wolę wyprzeć z pamięci. Przeżyłam w ciągu ostatniego pół roku więcej niż przez ostatnie pięć lat.
Przekonałam się w końcu na własnej skórze, że to naprawdę połowa sukcesu, jak nie wielki sukces, mieć świadomość czego się przynajmniej nie chce od drugiego człowieka i z jakim typem się nie chce być i że warto wymagać. I nie mam wcale na myśli księcia na białym koniu, bo nie o takie wymagania chodzi.
Żeby nie było tak kolorowo, to tak, jeszcze czasami popłakuje po kątach z powodu jakiegoś wspomnienia, albo świruje, że on zaraz sobie znowu kogoś znajdzie, bo dla niego znaczyło to mniej niż dla mnie, więc nie bardzo miał się czym przejąc. Ale tak naprawdę mam nadzieje, że poukłada mu się w końcu.
Mnie też mam nadzieje i tej myśli się kurczowo ostatnio trzymam. Bo nie może być ciągle tak chuj**o, prawda ?


Najwyższa pora

 

 
Wpis tylko dla znajomych

Wpis tylko dla znajomych

 

 
Wpis tylko dla znajomych

Wpis tylko dla znajomych

 

 
Chyba jednak nie zostałam stworzona do bycia z jakimkolwiek facetem. A nawet na pewno. Niech ktoś mi następnym razem zrzuci cegłę na głowę, jak znowu pomyśle, żeby wracać na te portale.
Zawsze gdy pisze na początku, że jestem obojętna, mam problem z pewnością i tym co czuje, to szybko wszystko się odwraca i nie zdążę sie obejrzeć, a to ja tęsknie, czekam aż się spotkamy i wyobrażam już sobie naszą przyszłość, szkoda tylko, że w tym czasie facetowi przechodzi. Bo w tym czasie zrobiłam jednocześnie prawie wszystko, żeby go zniechęcić, przekonać i udawać, że mi nie zależy. I to później ja beczę w poduszkę po dwóch miesiącach znajomości...
Jeśli będę próbowała kogoś oszukać ,ze uczę się na błędach, to nie wierzcie mi przenigdy, jak widać nie uczę.
Szkoda ,że Sylwester sie zbliża, bo to okazja zeby upić sie na smutno, a dawno tego nie robilam.





Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Doczekałam się w końcu ! Mogę napisać, że zaszły jakieś zmiany! Zmieniłam pracę bałam się bardzo jak to ja, miałam masę wątpliwości choć to głupota, bo gorzej już chyba nie mogło być ale zrobiłam to nie wiem jak to będzie, na razie mi się podoba, poza tym ,że czasami nie wiem o czym Ci ludzie do mnie mówią, bo się uczę wszystkiego i nie ogarniam, ale mam nadzieje ,że to się zmieni i zostanę tam na trochę ale co będzie, to i tak cieszę się , że podjęłam się tego i w końcu odważyłam się na zmianę!

Poznałam też kogoś, ale to znowu jakaś dziwna sprawa, bo albo ja przestałam być zdolna do uczuć jakichkolwiek, albo mam znowu jakieś dziwne wymagania albo to nie ta osoba po prostu wiec nie wiem czy to ciągnąc i próbować , bo w sumie krótko się znamy i słyszę rady ,że po prostu czasami potrzeba czasu i trzeba kogoś lepiej poznać. Nie chcę też krzywdzić nikogo swoimi psychofazami, a facet jest naprawdę spoko, zależy mu , jest dobry, tylko ja jakaś obojętna jestem. Być może przyzwyczaiłam się do tego, że ostatnio spotykałam takich którzy szybko zawracali mi w głowie a później mieli mnie gdzieś...
 

 
Nowy miesiąc, nowe możliwości... taaa nie ze mną i nie u mnie.

Dalej próbuje zapełnić szafę jakimiś swetrami, a nie szmatami, ale marnie idzie. Wydaje pieniądze, których nie mam, a nawet połowy miesiąca nie ma. Chciałam kupić płaszcz/kurtkę na zimę, kupiłam płaszcz na... wiosnę, brawo ja!
Coraz bardziej lubię jesień mimo wszystko, brak mi tylko czapki do szczęścia. Cieszy mnie nawet to, że znalazłam dobry i prosty przepis na zupę krem z dyni. A zawsze chciałam spróbować i tak próbowałam już od kilku lat i zabrać się nie mogłam, jakby to było danie z szafranem albo kawiorem
Reszta bez zmian - oglądam/czytam/robię wszystko byle nie pisać magisterki
Ostatnio zauważyłam, ze staję się coraz bardziej zazdrosna,bo innym wkoło się wszystko udaje, a mi nic. Najgorzej ,ze to bliskie mi osoby i dlatego nie podoba mi się moje zachowanie.
Podjęłam się też nowego wyzwania, jak zwykle mój słomiany zapał daje o sobie znać, ale się nie poddaje jeszcze







 

 
Chyba lubię jesień, ale nie wtedy gdy deszcz zacina mi prosto w twarz, bo wiatr wykręca parasolkę na wszystkie strony.
A mój największy problem to próby znalezienia odpowiedniej kurtki/płaszcza na te pogodę. W sklepach nic nie ma, albo są jakieś szmaty za miliony monet. To samo ze swetrami, wszystkie podobne, z tymi lanymi przodami i cienkie, że szok. I chyba niedługo zacznę nosić czapkę.
Żałuje, że nie będę mogła jechać we wrześniu do domu, bo jesienią jest u mnie pięknie po prostu, jak to na wsi
Zastanawia mnie zawsze jak potoczy się moja przyszłość mieszkaniowa, lubię stolice, ale moje okolice rodzinne również, różnica w kilometrach jest spora, dlatego nie bardzo jestem w stanie to pogodzić. Na razie jestem w Warszawie, bo obrona, znajomi i przede wszystkim praca, z która u mnie pewnie byłoby ciężej. Ciągle też szukam nowej, mam nadzieje, ze w końcu znajdę coś bardziej odpowiedniego i wtedy poczuje się w Warszawie jeszcze pewniej. Potrzebuje tej zmiany.
Jak mam takie rozkminy na temat tego, gdzie chce mieszkać, to zawsze przypomina mi się pewne zdanie ze "Szklanego klosza" Sylvii Plath. Ona też nie mogła się zdecydować gdzie chce być, czy na wsi czy w mieście i wtedy ktoś powiedział jej, że pragnienie dwóch różnych rzeczy jednocześnie jest oznaką nerwicy W takim razie cierpimy na nią wszyscy.

Ostatnio koleżanka podesłała mi ten link:
http://jakbycszczesliwym.com/#mail-section
Stąd można wysłać list do siebie z przyszłości Myślę, że to bardzo fajna i ciekawa sprawa, zrobiłam to wczoraj, mam nadzieję, ze dojdzie na moje kolejne urodziny Książki jeszcze nie miałam okazji przejrzeć, ale myślę, że kiedyś skuszę się na zakup.







  • awatar PinaBela: Lol ostatnia fotka powalająca cudnie☆♡☆
  • awatar Artisza: Mega! Super blog, ciekawe zdjęcia, interesujące wpisy.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Żyję, jeśli ktokolwiek się martwił ale moja nieobecność nie jest wcale spowodowana tym, że cudowne rzeczy się u mnie dzieją wręcz przeciwnie.
Pracy nadal nie zmieniłam niestety, a obecna coraz bardziej mnie męczy. Mam do wyrobienia tak wiele godzin, że jakoś nie widzę efektywnego szukania pracy i biegania na rozmowy w tym miesiącu, błędne koło, ale się nie poddaje. W końcu musi się udać.
Tak więc obecna praca zabiera mi prawie wszystko,nie mam czasu, życia osobistego tym bardziej, a zarobki są śmieszne...
I znowu nie opuszcza mnie przekonanie, że przeżyłam już dwa razy więcej lat niż mam i wszystko, co dobre już dawno za mną
Nic takiego się nie dzieje, a ja od ponad miesiąca żyje w nieustannym stresie, nie dosypiam. Nawet te rozmowy o pracę mnie stresują bardziej niż powinny, Bo po prostu mi zależy, zależy mi, żeby pracować normalnie i za normalne pieniądze i nawet lubić to, co robię.
A o obronie we wrześniu mogę pomarzyć,mam kilkanaście stron, oby do końca roku się udało, tym jakoś specjalnie się nie przejmuje.
Przynajmniej pogoda jest przyjemna, szkoda tylko, że nie mam z niej kiedy korzystać, bo ciągle w pracy siedzę.





 

 
Od jutra zaczynam urlop,nie spędzę go oczywiście tak jak chciałam, więc cieszę się przynajmniej z tego, że odpocznę od tej pracy. Chciałam jechać tylko nad morze,a nie mam nawet z kim. Przynajmniej w pogodę trafiłam.
Możliwe że w tym czasie będę pozbawiona internetu, trochę mnie to przeraza a trochę cieszy. Biorę więc książki, gazety i nadrabiam zaległości, a po powrocie pora zając się magistrem.

Nie mam jakoś weny do pisania, do niczego, jestem naprawdę zmęczona psychicznie i fizycznie. To okropne, mam dopiero 24 lata a czuje jakbym przeżyła dwa razy więcej. Nie wiem czy to kwestia pokolenia,czasów w których żyjemy czy mojego podejścia.
Szukam nowej pracy,ale marnie mi to idzie. Nie wiem co ze sobą zrobić,nie wiem nic.
 

 
Żyje i mam się źle, tyle mogę powiedzieć w wielkim skrócie.
Skończyłam studia, do szczęścia brakuje mi tylko magistra, który sam się niestety nie napisze. Czuje się jak jedno wielkie zero, zero doświadczenia, zero perspektyw, zero pozytywnej energii. Podobno to normalne,ale ja mam wrażenie ,że wracam to punktu wyjścia, bo mój nastrój nie jest tylko wynikiem ukończonej szkoły, która nie była najlepszym wyborem. W moich oczach do niczego się nie nadaje, wiec znowu boje się wysyłać CV...

Na wakacje nigdzie pewnie nie wyjadę, bo nie będę miała z kim, taki ze mnie towarzyski człowiek. Wychodzę ostatnio z założenia, ze i tak w końcu każdy się na mnie wypnie, każdy w swoim czasie, w sumie już to się dzieje. Tak, wiem rodzina przede wszystkim,co z tego jak jest tak samo popierdolona jak ja.

Koleżanki bliższe i dalsze zaczynają snuć plany o ślubach, dzieciach... tak to narzekałam, że nikt mnie nie zaprasza i rzadko chodzę, ale co z tego jak będę tam chodziła sama. Jeszcze dwa lata temu śmiałam się z tego, jaki ślub, jakie dzieci?! Ale zaczyna mnie to ruszać. I to jest ten moment, kiedy ludzie zaczynają się na Ciebie wypinać, bo ile można zabawiać samotną koleżankę.

Nie oczekuje teraz domu z ogródkiem i gromadką dzieci, bo na takie szaleństwa dla mnie za wcześnie, tylko że nie wierze już, że moja sytuacja się zmieni, skoro nic nie działo się przez tyle lat. Chyba mimo takich zapewnień dalej brzmię jak desperatka, sama już nie wiem, co jest normalne a co nie. Chyba jednak nikt nie jest stworzony do samotności. Nawet ja.

  • awatar Fairyy: @Tequilla?: właśnie ,bo czasami dobrze pobyć sam na sam ze sobą,ale czasami jednak czegoś brakuje... ;)
  • awatar Tequilla?: weź...moje koleżanki,znajome mają dzieci,już nawet po ślubie... ja też nie myślę póki co o tym,może kiedyś , ale nie odczuwam potrzeby bycia matką, nie wiem może to dziwne . ja już do samotności przywykłam i cóż, dobrze mi z tym (chyba ?) chociaż wiadomo że czasami czegoś brakujee... trzymaj się ;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Wpis tylko dla znajomych

Wpis tylko dla znajomych

 

 

Uspokoiło się trochę u mnie, z kolegą to już definitywny koniec. Podświadomie wiedziałam, że to się tak skończy, ale jak to ja próbowałam na siłę. Rozmyło się po prostu, doszłam w końcu do wniosku ,ze za dużo nerwów mnie to kosztuje i muszę to zakończyć. Szkoda tylko, że zawsze tak ciężko mi to przychodzi. On to nie wiem do czego doszedł, ale pod koniec ewidentnie mu nie zależało już, pisał jak już nie miał lepszych planów. Ja swoje tez mam za uszami, dałam mu też na pewno kilka powodów do tego, żeby pomyślał że jestem wariatką, no ale cóż, tak mam czasami a może nawet często
A reszta jakoś idzie, obrona już na pewno we wrześniu, nie spinam się, obym tylko się nie rozleniwiła za bardzo i napisała na czas
Próbuje znowu cieszyć się drobnostkami, zawsze uczę się tego na nowo po takich nieudanych znajomościach z facetami, które powodują chaos w mojej głowie i ogólne rozchwianie. Nie mogę uzależniać swojego samopoczucia od jakiego faceta, już nie. Nigdy więcej.
Ale już jest dobrze, mam nadzieje, że będzie jeszcze lepiej.
Mam przecież ludzi na których mogę liczyć mimo wszystko i to się liczy





  • awatar Fairyy: @Folari: oczywiście, ale ja za szybko tracę głowę, dla kogoś dla kogo nie powinnam, zanim jeszcze go dobrze poznam ;)
  • awatar Folari: To normalne, że trafia się na nieodpowiednich, bo przeciez nie od razu znajdujemy tego jedynego. ;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 

Jakieś dwie godziny temu przysiadłam do pisania magistra i mam chaos w głowie a w Wordzie doszło raptem tylko kilka zdań... Ręce opadają i musiałam aż na Pingera się zalogować, żeby wylać swoją frustrację
Może studia nie są dla mnie, może za głupia jestem, a może temat jest do dupy. Sama nie znam odpowiedzi na żadne z tych pytań. Panika tylko we mnie rośnie, bo chciałabym mieć już to z głowy, a nie idzie mi w ogóle Patrze w te książki i nie przychodzą mi do głowy żadne sensowne zdania. Rozdrabniam się jak ze wszystkim ,nie potrafię nawet przysiąść i napisać kilku stron. Aż mama ochotę kogoś pobić z tej bezradności dobrze, że chociaż nasza promotorka jest spoko i kazała nam sobie magistrem głowy nie zawracać w majówkę, tylko odpoczywać
Miałam się wziąć w garść, ale ostatnio mi nie idzie
, przeleżałabym cały dzień pod kołdrą, a kolejny narzekała, że nic nie zrobiłam sensownego i tak na zmianę, dobrze ze chociaż do tej pracy wychodzę, bo w ogóle bym zwariowała. I niech ktoś powie, że jestem normalna...
Wyszukuje i czytam ostatnio ogrom tekstów, blogów motywacyjnych i przez pierwsze kilkanaście minut po przeczytaniu czuje moc, motywacje i chęci do działania, później równie szybko mi przechodzi i zastanawiam się jak Ci ludzie to robią. Jak potrafią nie tylko pisać, ale też działać. Zaczęłam się ostatnio martwić, że może ja jestem człowiekiem bez ambicji... Bo czy można aż tak się bać i być aż tak biernym ?! Zawsze znajdę sobie jakieś wytłumaczenie i pretekst, po magistrze, jak będzie ciepło, jak zrobię to i siamto. I tak w dalszym ciągu stoję w miejscu i ciągle pisze to samo, że się nie mogę przemóc. I żal mi samej siebie, nie mam już nawet dla siebie litości, bo wiem ze to wyłącznie moja wina. Jestem mistrzem demotywacji. Siebie i otoczenia. Niedługo zostanę sama jak palec, bo nikt już nie będzie w stanie mnie zrozumieć, skoro ja sama tracę tę zdolność.
Chciałabym uciec gdzieś przed tym światem, przed ciągłą odpowiedzialnością, a jednocześnie chciałabym podjąć ryzyko, wziąć to wszystko na swoje barki, żeby poczuć, że jednak mam w sobie tyle siły i odwagi.
Dziś tak jakoś ch....o,bo czuję się taka beznadziejna jak nigdy ostatnio.













 

 
Wpis tylko dla znajomych

Wpis tylko dla znajomych

 

 
Miałam przygotować się na zajęcia, ale nie ,wpis jest ważniejszy
Święta jak święta, kłótnie w domu były normą, może jednak dobrze, że nie mogę za długo tam siedzieć, bo źle ta atmosfera na mnie wpływa, to smutne, że nie potrafimy ze sobą rozmawiać... Chciałabym tyle powiedzieć rodzicom, ale nie umiem, nie umiem rozmawiać z nimi o uczuciach, zwłaszcza z tatą, ale sami mnie tego nauczyli...
Z kolegą dalej się widuje, jest nawet miło i dlatego trochę zaczynam się obawiać.
Zaczyna dopadać mnie stres związany z magistrem temat nie do końca sprecyzowany, nie wiem czy o to chodzi i nie wiem czy promotorka rozumie o czym chce dokładnie pisać, a wypadałoby już zacząć
I niech ta pogoda się już poprawi!









  • awatar Mysterious lady: O uczuciach w ogóle ciężko się rozmawia... ale na szczęście u mnie nikt z tym problemu nie ma... bo racja, dużo zależy od rodziców jeśli o to chodzi.
  • awatar Folari: Mnie ogólnie studia przerażają. ;)
  • awatar Mirya: Ja też nie umiem rozmawiać z tatą :p Powodzenia ;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
Wpis tylko dla znajomych

Wpis tylko dla znajomych

 

 
Jeśli piątek 13 minął Ci całkiem przyjemnie, to wiedz ,że cały kolejny tydzień będzie chu...y...
Nie wiem co się ze mną dzieje, albo i wiem,ale wstyd mi się przyznać ,ze to znowu przez faceta.
Chodzę rozkojarzona,nie dosypiam, mało jem , a w pracy tak mi nie szło, ze szok. W sumie popełniłam błędy i muszę za nie płacić i to dosłownie. Więc po wszystkich planach zakupowych. Tym bardziej ,że moja wypłata w tym miesiącu to śmiech na sali... i ogólnie ogarnia mnie jakiś smutek, ale wiem ze to tylko tymczasowe, potrzeba jak zwykle czasu...
Jestem zjebana, spotykam zjebanych facetów, więc rachunek jest prosty... wyrabiam kolejną normę i znowu nie uczę się na błędach . Czyli nic nowego





  • awatar Lovesexnbeauty ღ: @Fairyy: w pewne błędy nie ma co się wczuwać. bo i tak ich nie naprawimy, jednak warto z nich wnioski wyciągnąć na przyszłość.
  • awatar Czukulada: Czas najlepszy na wszystko.
  • awatar Fairyy: @Lovesexnbeauty ღ: mnie teoretycznie wiek też powinien już trochę przeszkodzić, ale jak widać wszystko możliwe :p
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Jak to zwykle u mnie bywa, muszę cofnąć wszystko co napisałam ostatnio było kolejne spotkanie i też było miło, dziwne to wszystko ... próbuje, tak PRÓBUJE, STARAM SIĘ trzymać dystans, ale co będzie nie wiem. Na razie szybko się nie zobaczymy pewnie, bo ma niefajną sytuację w życiu, wiec muszę czekać, ma sam się odezwać.
Wczoraj byłam na cudownym koncercie tak się cieszę, że nauczyłam się doceniać takie chwile, ludzi których mam wokół siebie. Jestem naprawdę wdzięczna za to, co mnie ostatnio spotyka.
Dziś życie jest piękne choć mam kaca i jestem niewyspana jutro pewnie znowu coś się stanie, będę narzekała,ale po co o tym myśleć, jak dziś jest dobrze
Ważyłam się ostatnio i jest upragnione 49 <3
Poszłabym na spacer, ale chyba nie mam siły





 

 
Połowę tygodnia przeleżałam w łózku, a później wróciłam już do żywych przynajmniej odpoczęłam
Za mną drugie spotkanie z nowym kolegą i pewnie ostatnie już Niby było fajnie, nawet bardzo fajnie, może tylko ja tak czułam ,ale od tego czasu nie piszemy już ze sobą. On chyba szuka jakiegoś ideału, a jak wiadomo, ja do takich nie należę
Przynajmniej wiem ,ze nadal nie wyleczyłam się ze swojej naiwności i za szybko się angażuje... słabo, bardzo słabo, bo wiem ,ze dopóki się z tego nie wyleczę to w ogóle nie powinnam wchodzić w żadne relacje z facetami. Tylko niech mi ktoś powie , jak to się robi.
Widocznie jeszcze nie do końca doszłam do ładu ze sobą. No nic , trzeba na nowo zacząć pracę nad sobą.

A teraz czas zacząć dzień, najlepiej jak się da











Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Wszyscy chorują teraz, choruje i ja to pewnie kara za te wszystkie udane spotkania w tym tygodniu, a tak poważnie, to po prostu rezygnowałam za często z czapki pewnie cale szczęście ,ze weekend prawie cały wolny ,a do pracy dopiero w niedziele wieczorem się wybieram, wiec może się pozbieram do tego czasu.
Ostatki miałam udane, poznałam kogoś, nie tak jak trzeba trochę ,ale tak to bywa na imprezach miałam już nie robić takich głupot, ale alkohol nie pomaga, piszemy na razie, zobaczymy co dalej
W sumie tyle, praca jak zwykle, drugi semestr juz tez się zaczął, ale jakoś mi nie po drodze ostatnio na zajęcia, w marcu będę bardziej pookładana na pewno!
Przynajmniej przez chorobę mam płaski brzuch ,bo jeść mi się za bardzo nie chce












  • awatar Pearlita: A więc szybkiego powrotu do zdrowia, abyś się wykurowała do niedzieli :)
  • awatar Fairyy: @Mirya: niestety szybko przechodzi :P ale chyba dobrze, bo miałam 39 stopni :/
  • awatar Mirya: Ha, to ja też mam tę chorobę na płaski brzuch :P
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
"ZAJMIJ SIĘ ŻYCIEM ALBO ZAJMIJ SIĘ UMIERANIEM."

"Ktoś kiedyś powiedział mi, że różnica między rutyną a śmiercią polega na tym, że rutyna pozostawia ci odrobinę więcej pola manewru."
Oba cytaty pochodzą z jednej z książek Reginy Brett.
Czyli wypisz wymaluj moje życie obecnie. Mam 24 lata (prawie ) i wychodzi na to ,że postanowiłam zająć się umieraniem. Chodzi o rutynę. Chodzi przede wszystkim o to ,że się boje, nie chcę opuścić swojej strefy komfortu , w której tkwię już ponad rok. Albo o to, że próbuje sobie wmówić ,że to wszystko przez strach, bo tak jest wygodniej.
Daje sobie jeszcze 2-3 miesiące w obecnej pracy(tak,nie pierwszy raz to mówię/piszę,ale mam nadzieję, że to już ostatni raz), chcę coś zmienić, powinnam, mogę.
Potrzebuję jakiejś dużej zmiany. Brakuje mi poranków, kiedy budzę się ze ściśniętym żołądkiem, albo dla odmiany ze stresu zjadam wszystko jak leci. Piszę to świadomie i z ironią, bo dzieje się tak za każdym razem, gdy coś zmieniam, gdy próbuje czegoś nowego. To mnie powstrzymuje, tak naprawdę boję się tych poranków, ale pora z tym walczyć, walczyć ze stresem, strachem i pogodzić się.
Życie zawsze znajdzie powód żeby nas kopnąć, czasami też znajdzie powód żeby pogłaskać, poklepać po plecach, żebyśmy wiedzieli, że warto czasami tego kopa(na rozpęd) dostać, żeby później było lepiej(przez chwilę).



"chodzi" za mną już drugi tydzień
  • awatar Fairyy: @Mirya: Ja też od pewnego czasu cieszę się tym co mam :) jednak taka monotonia czasami skłania do refleksji, ale myślę, ze po studiach coś ruszy. Co do książek i filmów, to również ostatnio czerpię z tego większą przyjemność :)
  • awatar Mirya: Są takie momenty kiedy też tak myślę o swoim życiu. Z drugiej strony cieszę się tym co mam. Dla mnie czytanie książek i oglądanie filmów to nie rutyna, bo ciągle odkrywam coś nowego. Do tego jestem członkiem teatru, a to zawsze przynosi mi trochę ekscytacji ;) Polecam znalezienie czegoś takiego. Może taniec? Albo sport?
  • awatar Fairyy: @Bitchie ☠ ☠ ☠: u mnie trwało to na szczęście za krotko,ale ja za szybko sie angażuje, w sumie powinnam być mu wdzięczna , bo szybko się wycofał nie dając zbędnych nadziei, jak zauważył ze dla mnie to cos wiecej, ale gdy na poczatku sie starał wydawało mi się ,ze mu zależy tak samo...
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Wczoraj znowu byłam na basenie, najlepsze jest to uczucie po wyjściu, zawsze czuje się taka lekka
Ale w tym tygodniu już chyba nie pójdę, chociaż mogłabym. Powinnam oszczędzać, bo za bardzo poszalałam z wydatkami w tym tygodniu ,najgorsze że to wydatki trochę nieprzemyślane i wczoraj na alkohol też za dużo wydałam. Za bardzo imprezowa się ostatnio zrobiłam Jeszcze niedawno miałam opór żeby iść na imprezę z jedną koleżanką, ale teraz widzę,żę to tak naprawdę żadna różnica, jeszcze tak się rozszaleje ,ze sama zacznę chodzić bo jak mam potrzebę wyjścia, to czasami ciężko zgrać się z moimi znajomymi przez moją prace
Kolejny raz potwierdziła się reguła ze przyciągam dziwnych facetów... z drugiej strony zauważyłam tez ze jednak chodzą jeszcze po tej ziemi całkiem przystojni i samotni faceci ale co z tego , skoro nigdy nie mam odwagi do takiego zagadać Przyzwyczaiłam się po prostu przez moją pracę, ze jak widzę jakiegoś normalnego, to zaraz za nim pojawia się jego dziewczyna/żona, widzę ostatnio same pary tylko
Chciałam napisać ,że samotność mi nie służy, ale chyba nie do końca tak jest. Pewne wydarzenia z ostatniego weekendu potwierdziły moją egoistyczną naturę, przez studia przyzwyczaiłam się ,ze sama sobie jestem panią, nikt mi nie mówi co mam robić i jak , mam jakoś zaplanowany dzień,tydzień i nie lubię się pod kogoś podporządkowywać,a jeśli robię to wbrew sobie to jestem wtedy nieprzyjemna
Ale nie oszukujmy się, życie w pojedynkę na dłuższą metę nie jest przyjemne, moim problemem nie jest to ,ze nie potrafię się sobą zająć w wolnym czasie, wręcz przeciwnie, ale brak mi bliskości i osoby na której mogłabym polegać.
Chyba nie pierwszy raz o tym pisze, źle się dzieje















  • awatar Mysterious lady: Byłam dość długo sama i z jednej strony mega, ale z drugiej nie fajnie... zwłaszcza w te gorsze dni. Ale ogólnie jest to fajne właśnie że jesteśmy sobie paniami ;p Ale od roku jestem z M. i lubię planować pod niego itd, wolę razem niż osobno ;p Ale każdy trafi na swojego, także spokojnie ;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Moja sesja to kpina w tym semestrze mogę chyba napisać ,że praktycznie już jedną stopą jestem po sesji. Ogólnie te 5 lat to kpina... tylko chyba trochę już za późno na takie rozkminy. Jak się nie ma pomysłu na życie lub się boi wszystkiego to tak się później kończy...
Choć ostatnio zdałam sobie sprawę jakie postępy zrobiłam na polu społecznym. Dalej się czasami wstydzę, ale to już nie to samo,nie jestem takim dzikusem i nie przezywam jakiś głupot całymi miesiącami kontakt z psychologiem to jednak jedna z lepszych rzeczy jaka mnie ostatnio spotkała dziwne jest jednak to ,ze czasami mam takie dni , gdy coś bardzo mi nie idzie i myślę sobie,że łatwiej byłoby nie walczyć z tym wszystkim a życie jest męczące. A za kilka dni wstaje i potrafię cieszyć się takimi błahostkami jak świeża, pachnąca pościel w której się budzę
Ktoś powiedział kiedyś,że ta moja "ciemna natura" chyba na zawsze we mnie zostanie i to chyba prawda,z którą powinnam się pogodzić i zaakceptować, byleby tylko nie dać tej ciemnej stronie dominować
Ogólnie jakoś tak przychylniej na siebie patrzę, mam świadomość swoich wad, tego że z pewnymi częściami ciała już nic nie zrobię,ale wiem które mogę udoskonalić









  • awatar Fairyy: @Lovesexnbeauty ღ: dokładnie :)
  • awatar Lovesexnbeauty ღ: Podoba mi się ten wpis ;) Pewne rzeczy trzeba w sobie zaakceptować, bo się z nimi rodzimy i nic tu nie poradzimy. Wszyscy mamy ciemne strony i wady. żeby tylko nie przysłoniły nam naszych zalet. mimo to trzeba stawiać na swoje zalety, znależć czas dla siebie by celebrować małe przyjemności (:
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

zdobyta
 
fairyy
 
Wiem, że zawsze, kiedy czegoś chcę, wystarczy trochę poczekać, żeby o tym zapomnieć.
 

 
Nie pamiętam już kiedy miałam cały weekend wolny, nie wiedziałam co ze sobą zrobić przez tyle wolnego ale w końcu zmotywowałam się i poszłam na basen i jestem z siebie dumna zapomniałam już jakie to zajebiste uczucie, po wyjściu czułam się lekka jak motyl co z tego ,ze później cały czas coś jadłam wmawiając sobie, ze przecież tyle spaliłam jedyny sposób na mój problem , to chyba brak slodyczy w mieszkaniu. A jak już pozjadam wszystkie zapasy , to zaczną się dni bez slodyczy mam nadzieje. Przyjdzie wiosna, będę mogla zacząć jeździć rowerem,biegać i mam nadzieje, ze moja pupa znowu będzie wyglądała jak należy bo zapuściłam się przez te kilka miesięcy
Dziś mam nadzieje tez uda mi się dojść na basen, w końcu jest z 6 min drogi od naszego mieszkania. Sesja niedługo,jak zwykle odkładam wszystko na ostania chwile a później będzie płacz na szczęście nie mam tego za wiele w tym semestrze,ale wypadałoby w końcu temat znaleźć...
Więc powoli,powoli biorę się za siebie, mam nadzieje, że z pozostałymi planami tez się uda















www3RK8x1skv03ao1_1280.jpg" rel="gallery[23002577]" class="imgs gallery lightbox" -img-idx="6" href="http://b2.pinger.pl/265df88e21d7d041600eab6b50519fcd/tumblr_nhwww3RK8x1skv03ao1_1280.jpg"> tumblr_nh<a href=www3RK8x1skv03ao1_1280.jpg" class="gallery full" src="http://b4.pinger.pl/16bd5d0a8c16a29f6de2165459a239a5/tumblr_nhwww3RK8x1skv03ao1_1280.jpg">

  • awatar Fairyy: @Mysterious lady: wcześniej miałam 20 min autobusem i tez nie najgorzej mi to chodzenie wychodziło ;D
  • awatar Mysterious lady: Jakbym miała tak blisko basen to też bym się skusiła ;p
  • awatar Folari: U mnie w domu słodycze non stop kupuje siostra. I jak tu nie skorzystać? ;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 


pisałam,że nie mam postanowień noworocznych, nieaktualne ,już mam i kiedyś też sobie taki zrobię,żeby pamiętać o tym zawsze!

 

 

Praca,praca,praca,wolne,praca, praca i tak ciągle. Nie mam życia, choć prawdą jest ,że boję się je mieć, bo to wiązałoby się ze zmianami.

A tak to chodzę, odwale swoje, dostane za to kasę i przynajmniej nie mam aż tak wielkich wyrzutów sumienia, ze nic nie robię poza marnowaniem czasu przed komputerem, a wszystko inne odkładam na później, bo przecież nadejdą lepsze czasy. Szkoda ,że mogę ich nie dożyć.










  • awatar Fairyy: @Poznaje życie: najgorsze w tym wszystkim jest to ,ze jakoś ostatnio mi to nie przeszkadza, bo bez pracy pewnie to życie wyglądałoby tak samo i zwariowałabym od nadmiaru wolnego czasu :P
  • awatar Poznaje życie: W poprzednich 2 pracach tak miałem, że praca.. praca.. praca obecnie też praca ale kontroluje nad wszystkim pomału. Wtedy nie miałem czasu dla nikogo a co dopiero znaleźć czas dla innych i siebie. Kto wymyślił tą pracę ? :) 3maj się :*
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›